| Wycieczka do Biskupina |
|
Mimo, że obecnie nasze przedszkole przeżywa metamorfozę i cały personel Przedszkola oraz Ośrodka Rechabilitacyjno-Wychowawczego, zaangażowany jest w pracę nad zmianą wystroju wszystkich sal, to znalazłyśmy czas na wspólny wyjazd celem poznania nowych, ciekawych miejsc w naszym kraju. Tym razem wybrałyśmy się do Biskupina. Niewielka miejscowość położona niedaleko Gniezna, przyciąga turystów wspaniałym rezerwatem archeologicznym wkomponowany w przepiękny krajobraz ziemi Pałuckiej. Rezerwat powstał jeszcze przed II wojną światową i dziś, ze względu na swoją ogromną wartość historyczną, nazwane są „Polskimi Pompejami”. Na terenie dzisiejszego rezerwatu istniała osada obronna związana z kręgiem kulturowym kultury łużyckiej. Na podstawie badań stwierdzono, że osiedle powstało na półwyspie jeziora Biskupińskiego około 740 roku p.n.e. Miało ponad 100 domostw, ustawionych w 13 rzędach wzdłuż 11 „ulic”. W osiedlu obronnym, które było zasiedlone przez 150 lat mogło jednocześnie mieszkać ponad 1000 – 1200 osób. Cała osada była otoczona wałem drewniano – ziemnym o długości około 460 metrów, szerokości do 3,5 metra oraz przeciętnej wysokości około 6 metrów. Dodatkowo osiedle biskupińskie otaczał szeroki od 2 do 9 metrów falochron, złożony z ukośnie wbitych pali, których część została zachowana. Pierwszym punktem zwiedzania rezerwatu była chata pałucka, która została przeniesiona ze wsi Biskupin i zrekonstruowana w najdrobniejszym szczególe. Chata stanowi przykład tradycyjnego budownictwa z II połowy XVIII wieku. Składa się ona z izby głównej, przedsionka oraz kuchni. Obecnie chata służy, jako magazyn materiałów służących do wyplatania przeróżnych przedmiotów z wikliny. Różnorodność tych przedmiotów miałyśmy okazję zobaczyć przy okazji oglądania chaty pałuckiej. Obok znajduje się rekonstrukcja studni z żurawiem i tradycyjna pasieka ze zrekonstruowanymi ulami.
Na szlaku zwiedzania zobaczyłyśmy także tradycyjne znaki kultowe np. koło ze znakiem krzyża w środku – dla tamtejszej ludności było znakiem słońca, a jednocześnie wszechświata. Idąc wydzieloną ścieżką otoczoną gęsto drzewami naszym oczom ukazał się najbardziej znany symbol Biskupina, czyli Brama, zapraszająca nas do zrekonstruowanego prehistorycznego osiedla. Z wielkim zaciekawieniem wchodziłyśmy do każdego domu i oglądałyśmy „wyposażenie” dawnego mieszkania. Każda z nas zastanawiała się, do czego mogą służyć przedmioty o dziwnych kształtach, jak można była spać całą rodzina na takim łożu, a należy zaznaczyć, że każda prehistoryczna rodzina składała się z 7 do 10 osób. Nowa cywilizacja, postęp techniczny spowodował, że dzisiejsze społeczeństwo nie wyobraża sobie życia bez światła, bieżącej wody i innych udogodnień, dlatego z dużym zaciekawieniem słuchałyśmy opowieści o codziennym życiu tamtejszej ludności, którymi raczyły witające nas pracownice muzeum biskupińskiego, przebrane w dawne stroje. Opowiadały nam o garncarstwie, wikliniarstwie, produkcji biżuterii oraz obróbce skór i kości. Następnie weszłyśmy na fragment zrekonstruowanego muru obronnego, z którego roztaczał się wspaniały widok na Jezioro Biskupińskie. Każda z nas chciała mieć zdjęcie na tle biskupińskiej bramy. Po drugiej stronie jeziora widać było przejazd słynnej kolejki wąskotorowej. Kolejnym punktem wycieczki był rejs statkiem po, wspomnianym już wyżej, jeziorze. Nazwa statku „Diabeł Wenecki” pochodzi od przydomka właściciela zamku w Wenecji (pobliskiej miejscowości), Mikołaja Nałęcza. Swoje kroki skierowałyśmy, więc na przystań, jednak tłum turystów, równie spragnionych rejsu co my, spowodował, że musiałyśmy czekać w kolejce. Długie oczekiwanie na rejs zrekompensowały nam piękne widoki. Postanowiłyśmy odwiedzić również miejsce, gdzie kręcony był film Jerzego Hoffmana pt. „Stara baśń”. Pięknie zachowana scenografia przypomina turystom tamte wydarzenie. W drodze powrotnej mijałyśmy zrekonstruowane budynki gospodarcze m. in. stajnię, owczarnię, stodołę. Wielkie wrażenie zrobiły na nas zrekonstruowane miejsca dawnego pochówku tzw. groby skrzynkowe. Pełne wrażeń postanowiłyśmy dokładniej poczuć to miejsce, a raczej posmakować. Regionalne potrawy bardzo nam smakowały np. misa Popiela lub łódeczki ziemniaczane z twarożkiem i sosem czosnkowym. Mając w pamięci obraz Biskupina, a w ustach smak pysznych potraw opuściłyśmy urocze miejsce i skierowałyśmy się do kolejnego punktu naszej wycieczki, do Puszczykowa koło Poznania. Na zaproszenie Siostry Józefy, przełożonej Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety w Puszczykowie pojechałyśmy na grilla. Siostra Józefa czekała już na nas ze wspaniałymi przysmakami. Przy wspólnym stole opowiadałyśmy o swoich wrażeniach z wycieczki, o minionym roku szkolnym, o wizualnych zmianach, jakie następują w naszym przedszkolu. Dzień postanowiłyśmy zakończyć na sportowo – organizując między sobą rozgrywki babingtona. Było dużo śmiechu i dobrej zabawy, co zostało uwiecznione na zdjęciach. W późnych godzinach popołudniowych udałyśmy się w drogę powrotną do Zielonej Góry. |





















































